Na początku były truskawki. Potem wielkie słoje, cukier i procenty. Mikstura grzała się na kuchennym parapecie i czekała na właściwy moment.

A nadszedł on właśnie dziś. Zabrałam się do filtrowania. Butelki, lejek, gaza i cierpliwość - oto składniki produkcji ;)
I tak truskawkowa czerwień poczeka na chłodniejsze dni i będzie przypominać upalne lato 2010 :)
Mniam, mniam;)
OdpowiedzUsuńach ! jaka piekna naleweczka :) w sam raz na zimowe wieczory przy lekturze :)
OdpowiedzUsuńPozdr An
Fiu, fiu...
OdpowiedzUsuńNie tylko przy lekturze.
Przy scrapowaniu też-żeby pomysły były śmielsze :-)!